Ogólnopolski konkurs fotograficzny „FOTOGRAF ROKU 2019” ZPFP

W tegorocznej edycji konkursu na fotografa roku 2019 Związku Polskich Fotografów Przyrody jury Adam Wajrak, Magdalena Wasiczek i Marcin Karetta dostrzegło i wyróżniło dwa moje zdjęcia:

Dzięki 😉

Album „Wizje Natury”

W końcu do mnie dotarł... Egzemplarz autorski. Długo wyczekiwany. Pokładałem w nim duże nadzieje, wierząc, że każde jego przeglądnięcie będzie ucztą dla ducha i oczu. I co ? Nie zawiodłem się.

W albumie „Wizje natury” zaprezentowany został wieloletni dorobek fotograficzny członków Związku Polskich Fotografów Przyrody. Zwierzęta, krajobrazy, ujęcia makro i fotografia z powietrza – to wszystko można znaleźć w albumie. Różnorodność zdjęć to zdecydowanie jeden z atutów tego albumu. Ale nie jedyny – z pewnością na kolana powala także najwyższy poziom zaprezentowanych fotografii. Na uwagę zasługuje sposób w jaki są one podane – pogrupowane w nieszablonowy sposób, dobrane na rozkładówkach bardzo oryginalnie i jednocześnie zbieżnie w zakresie tematycznym. Zdjęcia zostały bowiem pogrupowane na zasadzie dychotomii – w albumie uwypuklono to, że każdy z fotografów ten sam temat odbiera zupełnie inaczej. Środki wyrazu takie jak: odległość, ostrość, barwa, dynamika zostały tu okiełznane. MAJSTERSZTYK.

Dziękuje Zespołowi Projektowemu za to, że mogę być cześcią tego projektu. To dla mnie zaszczyt i wyróżnienie.

 

Zauroczeni naturą

Z okazji 15-lecia powstania Okręgu Roztoczańsko Podkarpackiego Związku Polskich Fotografów Przyrody, oraz 45-lecia powołania Roztoczańskiego Parku Narodowego w dniu 26 października o godzinie 16.00 odbędzie się wernisaż wystawy pt” Zauroczeni Naturą”. Wernisaż odbędzie się w Ośrodku Edukacyjno – Muzealnym Roztoczańskiego Parku Narodowego w Zwierzyńcu, ul. Plażowa 3. Na wystawie znalazły się również moje zdjęcia. Serdecznie zapraszam na wernisaż 😉

Fotografujemy jesień

Przy okazji wczorajszego wypadu do lasu, podczas fotografowania grzybów, pająków i tego co jesienią najciekawsze przypomniałem sobie o artykule, który miałem kiedyś okazję napisać do kwartalnika „fotonatura”. Postanowiłem więc, że podzielę się nim na łamach bloga. Zachęcam więc do przeczytania tekstu i obejrzenia zdjęć z wczorajszego wypadu do lasu.

Mgły, pajęczyny, feeria barw czyli fotografujemy jesień.

Jesienią, kiedy następuje coroczna śmierć natury, gdy amplituda opadów jest największa, gdy wiatr duje  targając konarami drzew i zdzierając z nich ostatnie kolorowe liście tak mocno, że nie chce się wychodzić na zewnątrz,  gdy dzień staje się coraz krótszy- to najlepszy okres na fotografowanie przyrody. Paradoksalnie te, wydawało by się, mało „fotogeniczne” zjawiska sprawiają, że o tej porze roku fotografowie wychodzą częściej w plener w poszukiwaniu ciekawych kadrów. Sfotografowanie wiejącego wiatru, padającego deszczu, jesiennych mgieł, pierwszego szronu, opadających liści staje się wówczas wyzwaniem.

Najważniejsze jest światło

Na to, że lubię fotografować jesień składa się szereg aspektów, ale największe znaczenie ma jesienne światło. To – przed wschodem słońca, najczęściej okraszone jest mgłami, które potrafią uczynić z wydawało by się prostego tematu, niebanalną fotografię.  O świcie światło dzięki mgłom jest bardziej rozproszone, co może stać się niesamowicie kreatywnym środkiem wyrazu dla fotografującego. Światło, które daje zachodzące słońce nie jest już tak intensywne jak to o poranku, ale za to przekłada się na fotografiach na cieplejsze tony i szerszą skalę barw. To może akurat okazać się kluczowe przy fotografowaniu jesiennych pejzaży czy detali.

Należy pamiętać, że na barwy i intensywność złota, żółci, czerwieni czy brązu, tak charakterystyczne dla tej pory roku, możemy liczyć tylko początkiem jesieni, czyli najczęściej pod koniec września i w październiku. Jesienny koloryt zmienia się bowiem bardzo szybko i czasem może się okazać, że jeżeli chcemy by na naszych fotografiach dominowały barwy, to grudzień może nie być już do tego odpowiedni. Nie tylko z powodu zmiany szaty przyrody z tej barwnej  na tą monochromatyczną, ale także z powodu światła, które staje się mniej kontrastowe. Wtedy to warto przede wszystkim oddać, często groźny, klimat miejsca lub sceny. W takich warunkach warto pomyśleć nad „przyozdobieniem” fotografii jakimś rodzajem sztafażu, czyli motywem, który ożywi kompozycję naszego dzieła. W tej roli dobrze spisują się pojedyncze liście bądź samotne drzewa. Ważne, by taki element wyróżniał się kolorystyką, kształtem, uatrakcyjniał nasze zdjęcie. Tak naprawdę, to czym wypełnimy zdjęcie, zależy tylko od naszej kreatywności i pomysłowości.

Jesień jest bardzo atrakcyjna, nie tylko dzięki oświetleniu czy pięknym barwom – to przede wszystkim najbardziej dynamiczna z wszystkich pór roku. Dzięki tej cesze wykonałem jedno z moich ulubionych zdjęć krajobrazowych – fotografię przedstawiającą pierwszy śnieg, który ubiegłego roku pojawił się na Podkarpaciu nadspodziewanie szybko, bo już 14 października. Pamiętam, że fotografując zawieje na tle jeszcze „ubranych w jesień” drzew przemarzłem do kości, ale nie żałowałem tego ani przez chwilę.

Liczy się pomysł

Dynamikę danej sceny możemy spotęgować wyszukując i fotografując elementy „ruchome” krajobrazu. Mogą to być opadające liście, drzewa poruszane przez wiatr, czy też liście, które wirują w wodzie. To czy chcemy osiągnąć efekt zamrożenia tych elementów w kadrze, czy wręcz przeciwnie- bardziej impresjonistyczny efekt rozmycia, zależy tylko od nas. Osobiście jestem zwolennikiem tego drugiego podejścia. Przy tego tupu fotografiach z pewnością przydaje się solidny statyw, niezbędny przy dłuższych czasach naświetlania. Od tego ile czasu będziemy naświetlać klatkę zależy bowiem rodzaj efektu jaki otrzymamy. Warto na tym polu pokusić się o eksperymenty, ponieważ czasami nawet najbardziej doświadczony fotograf potrafi być zaskoczony uzyskanym efektem. Niekiedy czas naświetlania, którego chcielibyśmy użyć  jest dla nas nieosiągalny, ponieważ zachodzi ryzyko przepalenia zdjęcia. W takich sytuacjach przydatny okazuje się filtr szary, który  (w zależności od swojej gęstości) pozwala na używanie dłuższych czasów naświetlania, nawet w słonecznych warunkach. Dodatkowo możemy użyć filtra polaryzacyjnego, który oprócz tego, że wzmacnia kontrast, podbija barwy i eliminuje odblaski, zmusza nas także do wydłużenia czasu naświetlania. Połączenie filtrów szarego i polaryzacyjnego może znacznie wydłużyć ten czas, co przy ciekawym pomyśle może dać dobre efekty.

Jesienna makrofotografia

Wbrew pozorom jesień to nie tylko raj dla pejzażystów, ale także dla osób chcących fotografować w technice makro. Oczywiście, że obiektów do fotografowania w postaci owadów czy kwiatów jesienią jest mniej, ale warto skupić się wtedy na czysto jesiennych atrybutach – pajęczynach, grzybach, rosie, kolorowych detalach liści czy drzew. Dobrym obiektem do fotografowania są również ważki. Najefektowniej wyglądają one rankiem, kiedy są okryte rosą. Wtedy też są mniej płochliwe, co daje nam większe pole do popisu.

Dla mnie osobiście w fotografii zbliżeniowej maksymalne powiększenie i doskonała jakość w całym kadrze, choć są ważne, schodzą na dalszy plan. Najważniejsza jest oryginalność ujęcia. Tylko, gdy zdjęcie jest w pewien sposób wyjątkowe, mamy szanse zaciekawić odbiorcę. Pomocne w tym celu może stać się fotografowanie z kontry, czyli pod światło. Obrysowane światłem kontury naszych obiektów tworzą wówczas klimat tajemniczości i niedopowiedzenia. Dobrze sprawdza się tu fotografowanie grzybów. Doświadczeni fotografowie wiedzą, że tego typu próby najlepiej wykonywać o wschodzie lub o zachodzie słońca.  Jednak żeby uchwycić w kadrze przykładowo ulotne pajęczyny otulone rosą należy wstać o świcie. Leniuchy mają ułatwione zadanie, bo jesienią świt, w zależności od miesiąca, następuje już około godziny 6.

Użycie kontrowego oświetlenia, w sprzyjających warunkach, może przynieść zaskakujące efekty.  Fotografując pod słońce, na skutek odbić światła wewnątrz obiektywu, powstają efektowne bliki. Szczególnie wyraziste są te, stworzone dzięki załamaniom światła na kropelkach rosy lub tworzące się poprzez refleksy na wodzie. Należy pamiętać, że jeżeli chcemy uzyskać ładne, koliste bliki, musimy używać maksymalnego otwory przysłony. Jeżeli tego nie zrobimy zamiast efektownego tła, otrzymamy kanciaste, nienaturalne twory. Jesienią rosa i mgły potrafią utrzymywać się bardzo długo dlatego jest to dobry moment na tego typu eksperymenty.

Przy odrobinie szczęścia możemy liczyć na spotkanie z „właścicielem” pajęczyny. Aby wykonać poprawne zdjęcie pająka lub pajęczyny niezbędny będzie statyw. Należy uważać na dobierane wartości przysłony, co przekłada się na głębie ostrości. Jako, że pająki czy krople rosy są bardzo małe, często najniższa wartość przysłony może okazać się niewystarczająca i to co miało być wyraźne w konsekwencji takie nie jest z powodu „nietrafienia” w obiekt z ostrością. Przeważnie można ocenić to dopiero oglądając zdjęcie na monitorze komputera, tak więc lepiej zrobić więcej ujęć tego samego obiektu, stosując różne parametry.

Kilka słów o sprzęcie           

Nie będę odkrywczy jeśli napisze, że chcąc fotografować jesień najważniejszym sprzętem, w który powinniśmy się zaopatrzyć są solidny statyw i kalosze. Oczywiście, że przy większej gamie obiektywów mamy większe możliwości i że obiektyw za 5000 zł będzie przeważnie ostrzejszy od tego za 1000, to nawet posiadając podstawowy zestaw „szkieł” (zoom, szerokokątny, makro) i ciekawy pomysł można wykonać konkursowe zdjęcie.

Początkującym adeptom fotografii makro polecam obiektywy z mocowaniem m42. Są one dobrą alternatywą w stosunku do bardzo drogich obiektywów z oznaczeniem „macro”. Jeżeli chodzi o konkretne modele, to godne uwagi są: Wołna 9 MC 50mm f/2.8 – dająca chyba najlepszą jakość obrazu lub Pentacon MC 50mm f/1.8 – dający fantastyczny bokeh. Dobrym pomysłem jest użycie pierścieni pośrednich, które pozwalają uzyskiwać większe skale odwzorowania i fotografowanie w skali wyższej niż 1:1. Mieszków do makro
(z własnego doświadczenia) nie polecam, ponieważ są nieporęczne i ciężkie, chyba, że interesują nas ogromne powiększenia.  Ja osobiście do makro oprócz systemu m42 i obiektywu Sony DT30mm f/2.8 Macro SAM bardzo lubię korzystać z Sigmy 70 – 300 mm f/4-5.6 DG Macro. Co prawda na jakość jak brzytwa nie mamy przy nim co liczyć, ale używanie obiektywów z dłuższymi ogniskowymi pozwala nam na fotografowanie obiektów płochliwych (szczególnie owadów), ponieważ nie musimy się do nich znacznie zbliżać. Dodatkowym walorem użycia dłuższej ogniskowej jest to, że pozwala ona na wykonywanie bardziej artystycznych ujęć dzięki możliwości  rozmycia pierwszego planu.

W fotografii pejzażowej z pewnością przydatny będzie zestaw filtrów. Oprócz wspomnianych już polaryzacyjnego i szarego warto zaopatrzyć się w filtr połówkowy, który pomaga nam dobrze naświetlić obraz, posiadający jednocześnie bardzo ciemne i bardzo jasne fragmenty. Szczególnie przydatny jest on przy fotografowaniu wschodów i zachodów słońca.

 

Mnie osobiście fotografowanie jesieni sprawia niesamowitą frajdę. Bogactwo form, kształtów, a przede wszystkim kolorów jesieni daje praktycznie nieograniczone możliwości kreowania obrazu. Lubię fotografię niedopowiedziane, na których panuje klimat zwiewności, ulotności. Bardzo ciężko jednak wykonać takie zdjęcia. O tym czy wykonaliśmy oryginalne ujęcie często decyduje czysty przypadek. Jednak trzeba zapracować sobie na taką szansę i znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Jesień sprzyja jednak takim poszukiwaniom.

.

 

 

 

 

 

 

 

Rzym i Watykan

Z uwagi na to, że ostatnio w nagłówku mojej strony pojawiło się sformułowanie "fotografia podróżnicza" co sugeruje, że tego typu zdjęcia powinny się na niej pojawiać, postanowiłem podzielić się z Wami fotografiami z Rzymu i Watykanu. Ponadto post ten wpisuje się w tematykę poruszaną przeze mnie w ostatnich wpisach czyli fotografowania we Włoszech.

O samym Rzymie nie trzeba wiele pisać, aby zachęcić kogoś do jego odwiedzenia. Każdy przecież chce kiedyś zobaczyć Rzym. Nazywany “Wiecznym miastem” jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc na świecie. Miasto o niesamowitym zagęszczeniu zabytków i budowli sięgających kilku tysięcy lat wstecz. Wszystkie zabytki, które zobaczyłem w Rzymie zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Z pewnością powrócę w przyszłości do tego miasta bo jeden dzień to zdecydowanie za mało aby poznać je choćby w kilku procentach. Zdjęcia pochodzą z 2017 r. z jednego dnia, który miałem okazję spędzić w „Wiecznym Mieście”.

Północne Włochy – subiektywny przegląd miejsc ciekawych

Poniżej prezentuje kolejną porcję fotografii z Włoch. Tym razem wpis traktuje o miastach w północnej części Włoch. Wszystkie one są stosunkowo blisko siebie. Planując urlop w tamtym regionie można bez problemu je zobaczyć.

Wenecja:

Uważana jest za jedno z najpiękniejszych miast na świecie. Chyba należy zgodzić się z tą tezą. Chyba przez 365 dni w roku można w niej spotkać o świcie lub zachodzie słońca fotografów ze swoimi statywami. Dla mnie marzeniem pozostaje nocowanie w Wenecji i fotografowanie jej niesamowitej scenerii przez całą noc. Poniższe zdjęcia przedstawiają tylko cząstkę Wenecji, którą miałem okazję odwiedzić dwa razy. Wenecję najlepiej fotografować jest o świcie lub po zachodzie słońca – podczas tzw „niebieskiej godziny”. Niezbędny do tego będzie oczywiście statyw, który umożliwi nam uzyskiwanie kilkunastosekundowych czasów naświetlania. Użycie długiego czasu naświetlania – nawet 30 sekund powoduje, że poruszający się turyści znikają na fotografi. Taki czas naświetlania pozwala dodatkowo efektownie rozmyć chmury, czy też poruszające się gondole, podczas gdy cała reszta elementów na zdjęciu jest nieporuszona.

Będąc dwa razy w Wenecji miałem wrażenie, że tylko my i nasi znajomi przyjechaliśmy tam z dziećmi 😉 Faktycznie zwiedzanie Wenecji z dziećmi jest delikatnie mówiąc kłopotliwe z uwagi na niezliczoną ilość schodów, które trzeba jakoś pokonać z wózkiem. Zdawać należy sobie również sprawę z tego, że praktycznie jedynym środkiem lokomocji w Wenecji jest taksówka wodna, czego niektóre dzieci mogą nietolerować. Na szczęście nasze dzieci wyznają zasadę – im bardziej ekstremalnie tym lepiej 😉

Burano:

Włoska wyspa położona na Lagunie Weneckiej. Wyspa jest oddalona od Wenecji o około 7 km, a dostać się na nią można tramwajem wodnym z Wenecji. Znane jest z dwóch rzeczy – produkcji koronek, oraz kolorowych domów. Będąc w Burano kolorowe fasady budynków chce się obfotografować z każdej strony. Ze zwyczajem malowania domów w ten sposób wiąże się legenda. Żony rybaków, którzy wracali z połowów, malowały dom w wybranym kolorze po to, aby owi „znużeni” pracą rybacy mogli bez problemu „dopełzać” do swojego domu. Co ciekawe obecnie panuje tam obowiązek odnawiania fasad domów co pół roku. Kolory są ustalane odgórnie przez władze.

Chioggia:

Chioggia to miasto i gmina we Włoszech, w regionie Wenecja Euganejska, w prowincji Wenecja. Historyczne centrum Chioggii położone jest na wyspie, która podzielona jest kanałami. Stąd określenie „mała Wenecja”, jak często nazywa się Chioggię. Będąc wcześniej w Wenecji Chioggia nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia. Oczywiście jest tam zdecydowanie mniej turystów i na takie niespieszne spacerowanie jest to idealne miasto. Moim zdaniem podobnie jak Wenecja miasto to najlepiej wygląda o tzw „niebieskiej godzinie”.

Padwa:

Miasto, które warto odwiedzić przy okazji zwiedzania Wenecji. Powinno kojarzyć się ono przede wszystkim ze św. Antonim z Padwy, studentami, oraz z dobrze zachowaną architekturą z różnych epok. To właśnie architektura zrobiła na mnie największe wrażenie w tym mieście.

Werona:

Położona ok. 20 km od Wenecji, znana przede wszystkim z hipotetycznego domu rodziny Capullettich, ze sztuki Williama Szekspira „Romeo i Julia”. To miasto kojarzy mi się jednak z czymś innym…. To co najbardziej zapamiętałem z Werony to tłum, tłum i jeszcze raz tłum. Ciężko było nawet zobaczyć „dom Julii” a byliśmy tam we wrześniu.

Chianti – subiektywny przegląd miejsc ciekawych

Poniżej prezentuję drugą część materiału z Włoch. Tym razem wszystkie prezentowane tu fotografie wykonałem w regionie Chianti.

Chianti to historyczna kraina znana jest przede wszystkim z produkcji jednego z najbardziej cenionych gatunków wina na świecie. W celu jego wyróżniania określa się je mianem „Chianti Classico”. Dodatkowo, wyłącznie tutejsze winnice mają prawo do umieszczania na butelce charakterystycznego symbolu regionu – Gallo Nero, czyli czarnego koguta na żółtym tle (niegdyś był to herb Ligi Chianti, a obecnie znak towarowy wina Chianti Classico DOCG). Gwarantuje on wysoką jakość wina i produkcję zgodną z wielowiekową, starannie przestrzeganą, recepturą. Dla odwiedzających ten region turystów jedną z największych atrakcji może stać się zwiedzanie tamtejszych winnic i degustacja regionalnego wina. Ja osobiście odwiedziłem dwie winnice i szczerze mogę je polecić. Były to Willa Cafaggio i Fattoria Le Fonti. Można tam kupić wino w konkurencyjnych cenach w stosunku do cen w Polsce.

Region Chianti:

Sam region Chianti (wyznaczony przez trzy niewielkie toskańskie miejscowości: Radda in Chianti, Gaiole in Chianti oraz Castellina in Chianti, choć trudno zakreślić jego dokładną granicę) jest zgoła inny niż reszta Toskanii. Królują tu pola z winoroślą i gaje oliwne. Jest tu bardziej zielono niż w pozostałej części Toskanii. Dodatkowym smaczkiem w tym krajobrazie jest pagórkowaty teren. To wszystko sprawia, że fotografowanie tam daje nam możliwość poznania tego mniej znanego wśród fotografów regionu – nie mniej fotogenicznego.

Chiusdino:

Jeżeli miałbym określić w dwóch epitetach to miasto to użyłbym słów – mroczne i klimatyczne. Miasto niezmienione od wieków o niezliczonej ilości schodów, pełne wąskich uliczek. Będąc w opactwie San Galgano nie można pominąć tego punktu. Miasteczko znane jest z tego, że w roku 1148 urodził się tam Galgano Guidotti – bogaty człowiek i arystokrata, który postanowił porzucić życie pełne przepychu i zostać pustelnikiem. Tam gdzie kiedyś znajdowała się jego pustelnia, obecnie jest kaplica San Galgano a obok kaplicy opactwo o którym mowa wyżej.

Opactwo San Galgano:

Będąc w Chianti nie można pominąć największej budowli gotyckiej we Włoszech – opactwa San Galgano. Opactwo obecnie nie ma dachu – fragmentami pokryte jest freskami. W pobliżu opactwa znajduje się miasteczko Chiusdino (zrobiło ono na mnie niesamowite wrażenie), które historycznie powiązane jest z opactwem.

Montefioralle:

Położone na wzgórzu, wśród winnic i gajów oliwnych, otoczone średniowiecznymi murami. W klimacie przypomina Chiusdino, ale jest zdecydowanie mniejsze. Można by powiedzieć więcej – jest tak małe, że można przejść je w 10 minut. Ale nie o to przecież chodzi. Gwarantuje, że każdy kto przekroczy bramy miasta spędzi tam zdecydowanie więcej czasu. To kamienne miasteczko wybudowane jest na planie koła, wszędzie porozstawiane są kwiaty w doniczkach, po uliczkach biegają koty. Odwiedziłem to miasto we wrześniu 2016 r. i z tego co pamiętam panowała w nim wszechogarniająca cisza. Byliśmy wówczas jedynymi turystami przechadzającymi się uliczkami miasteczka.

Volpaia:

O tym miasteczku dowiedziałem się z bloga Italia by Natalia:

Toskania. Volpaia – serce i kwintesencja Chianti

Muszę podziękować więc Natalii Rosiak za to, że zachęciła mnie do jego odwiedzenia. Jeżeli interesuje Was historia Volpai zachęcam to przeczytania jej posta – link wyżej.

To co najbardziej utkwiło mi w pamięci z wycieczki do Castello di Volpaia to tamtejsze jedzenie. W miasteczku znajdują się dwie restauracje – podczas naszego pobytu tam, w jednej panowała już siesta. W pamięci mam smak gulaszu z dzika, którego mięso w Toskanii jest bardzo popularne.

Greve in Chianti:

Po wjeździe do miasteczka nic nie wskazuje na to, że jest to miejsce ciekawe. Jednak to czym zachwyca Greve znajduje się głębiej. Przy głównym placu znajduje się mnóstwo sklepów z jedzeniem i winem z regionu.

Panzano in Chianti:

Każdy kto chciałby zobaczyć jak wygląda region chianti z góry powinien odwiedzić to miasteczko. To w zasadzie kościół, który góruje nad okolicą, kilka uliczek i nic więcej. Ale dla tych widoków warto tam zajrzeć, choćby na chwilę.

Monteriggioni:

Jest to jedno z najlepiej zachowanych toskańkich miasteczek. Od XIV w. nie było w nim żadnych zmian w architekturze. Ciekawostką jest to, że na przełomie XV i XVI wieku w posiadłości górującej nad miejscowością mieściła się siedziba asasynów co skłoniło twórców popularnych gier komputerowych Assassin’s Creed II i Assassin’s Creed: Brotherhood do wiernego jego odtworzenia w tychże grach.

To co urzeka w regionie Chianti to niespieszność. Tam nie da rady inaczej spędzać czasu - należy celebrować chwile, cieszyć się każdą minutą. Fajnie wtedy mieć do dyspozycji swój własny samochód, gdyż można zatrzymywać się gdzie tylko się nam podoba ;) Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie innego sposobu zwiedzania tego terenu.

 

Toskania i Val d’Orcia – subiektywny przegląd miejsc ciekawych

Tytułem wstępu:

Postanowiłem podzielić się z Wami moimi fotografiami z krainy w której wraz z żoną zakochałem się od pierwszego pobytu. Mowa oczywiście o Włoszech, do których zawsze chętnie wracam.

Część fotografii była już publikowana na moim blogu, ale teraz postanowiłem posortować fotografie w grupy, tak aby posty (a będzie ich 3) mogły być pomocne wszystkim, którzy wybierają się do Włoch i Toskanii (nie tylko amatorom fotografii). Ma to być subiektywny przegląd miejsc, które moim zdaniem warto odwiedzić – najlepiej z aparatem o świcie, lub zachodzie słońca 🙂

Cały materiał zaprezentuje w trzech odsłonach. I tak pierwsza część dotyczyć będzie Toskanii i regionu Val d’Orcia.

Toskania i Val d'Orcia:

Charakterystyczną cechą Toskanii są cyprysy rosnące kępami na wzgórzach i wzdłuż dróg. To one są głównym elementem pojawiającym się na wszelakich fotografiach z tego regionu. To one sprawiają, że krajobraz tu jest wyjątkowy i odrealniony.

Na pewno wielu z Was zastanawia się skąd we Włoszech moda na sadzenie cyprysów. Ja też się zastanawiałem, po czym zacząłem szukać odpowiedzi. Z moich obserwacji wynika, że cyprysy sadzone są tam albo w kępach albo wzdłuż dróg. Ma to swoje uzasadnienie. Kępki cyprysów miały za zadanie wabienie ptaków w pułapki ukryte między drzewami. Pułapki te pokrywało się lepem. Złapane w ten sposób ptaki były następnie przez ubogą miejscową ludność zjadane. Najsłynniejsza kępa cyprysów znajduje się przy drodze do Montalcino.

Kępa Cyprysów przy drodze do Montalcino:
Cyprysy w innych miejscach w Toskanii:
Pejzaże Val d'Orcii:

Val d’Orcia to raj dla fotografów – szczególnie fotografów krajobrazu, pejzażystów. W powszechnej opinii Val d’Orcia to jedno z najbardziej malowniczych i urokliwych miejsc w całych Włoszech. Dolina ta leży u stóp wygasłego wulkanu Monte Amiata w Toskanii. Znajduje się w niej wiele urokliwych wsi i miasteczek, a w niemal każdym jej punkcie można fotografować wspaniałe krajobrazy. Będąc trzykrotnie w Toskanii, najlepiej u mnie sprawdzało się wyłączenie nawigacji i przemierzanie polnych dróg zdając się jedynie na instynkt fotografa. Dzięki temu udało mi się wykonać mnóstwo zdjęć miejsc niepopularnych, które ciężko znaleźć w przewodnikach, czy internecie. Oczywiście grzechem byłoby nie sfotografować miejsc znanych, w których jeszcze przed świtem rozkładają się ze statywami wygłodniali fotografowie. Kępa cyprysów przy drodze do Montalcino, słynna “droga gladiatora”, czy też Agriturismo Terrapille to absolutny “must have” dla każdego kto tu przyjeżdża, by fotografować. Ale takiemu swobodnemu i samotnemu fotografowaniu towarzyszą inne emocje. Dajemy sobie szansę wykonać wówczas fotografię unikalną, której wykonanie nieraz wiąże się z jakąś przygodą. Przykładowo jeżdżąc po wyboistych, szutrowych drogach w poszukiwaniu kadru można naderwać tłumik w samochodzie. Wtedy z pomocą przychodzi pasek od aparatu – te od nikona potrafią naprawdę dużo wytrzymać – ja z taką prowizorką wróciłem do Polski 😉

 Samotna kapliczka Cappella di Vitaleta:
Region Crete Senesi:

Region Crete Senesi – rozciąga się od Sieny do Montepulciano. Region ten charakteryzuje się księżycowym krajobrazem. To gliniaste pagórki, wąwozy – dziki obszar praktycznie pozbawiony roślinności.

Pienza:

Pienza to urokliwe miasteczko w centrum Toskanii, położone na wzgórzu, z którego rozciąga się niesamowity widok. Sama Pienza to w zasadzie mała starówka kryjąca się w zwartej zabudowie. Stara część miasta jest bardzo mała i żeby je zwiedzić wystarczy w zasadzie kilka godzin.  Stara część miasta w 1996 r. została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Droga gladiatora i Agriturismo Terrapille.

Choć to miejsce to w zasadzie jedynie droga i kępka cyprysów, to jest to mekka fotografów, którzy chcą poczuć się jak Maximus Decimus Meridus – filmowy gladiator. To właśnie w tym miejscu kręcono słynną scenę, podczas której gladiator przenosi się myślami do swojego domu, gdzie wcześniej zamordowano mu rodzinę. Aby tam trafić w mapach google wystarczy wpisać Agriturismo Terrapille. Miejsce to znajduje się pod samą Pienzą.

San Quirco d'Orcia:

Odwiedziłem to miasteczko nocą podczas wyjazdu na świt w okolicę Pienzy. Po wejściu do miasta od razu rozstawiłem statyw przed kolegiatą z XII wieku. Czas nie pozwolił na wykonanie większej ilości zdjęć – spieszyłem się przecież na świt do Agriturismo Terrapille…

San Gimignano:

San Gimignano – moim zdaniem jedno z najbardziej klimatycznych miast czy miasteczek Toskanii. Nie jest tak duże jak Florencja czy Siena – jest więc idealne aby móc czerpać przyjemność ze zwykłego spędzania tam czasu 😉 Ten średniowieczny gród zachował swój charakter w dużej części do naszych czasów. Otoczony jest kamiennym murem, a charakterystycznym elementem są wieże o różnej wysokości budowane przy domach w wieku XI-XIII. W innych miastach wieże uległy zniszczeniu, tutaj po dziś dzień ocalono ich 14. W dawnych, burzliwych czasach stanowiły one schronienie w czasie napadów. Mieszkańcy domów uciekali na górę, wciągali drabinę i odcinali dostęp oprawcom. To miasto odwiedzałem o różnych porach kilka razy. Najciekawiej wygląda oczywiście późną nocą, lub przed samym świtem.  Ja osobiście uwielbiam fotografować średniowieczne miasteczka, do których najlepiej udać się jeszcze przed świtem – kiedy nie są oblegane przez tłumy turystów. Taki samotny spacer jeszcze o zmroku (aby zdążyć fotografować podczas niebieskiej godziny) to niesamowite przeżycie. Polecam wszystkim taki sposób poznawania toskańskich średniowiecznych miasteczek.

Będąc w tym mieście warto odwiedzić lodziarnie Gelateria Dondoli, która zdobyła kilka razy tytuł najlepszych lodów na świecie. Obsługa jest bardzo sprawna pomimo kolejek. Warto przed zakupem zajrzeć do środka i wybrać smaki, jest ich wiele i to nietuzinkowych. Ja na przykład jadłem tam lody o smaku parmezanu z bazylią 🙂

Siena:

Miasto ciekawe i bezapelacyjnie warte odwiedzenia z kilku powodów. To perła architektury. Jest oryginalna, genialnie położona. To symbol Toskanii i jedno z najbardziej znanych włoskich miast. Piazza del Campo – główny plac w Sienie łamie wszelkie włoskie schematy i jest pochyły. Nie wiem czy jest drugie miasto z takim centrum. Może ktoś kojarzy ?

Florencja:

Florencja – miasto w którym z pewnością można się zakochać. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest ona bardziej włoska niż sam Rzym. Pełna kościołów, zabytków, ruchliwa i zatłoczona. Z tego ostatniego powodu nie polecam wyprawy do niej z dziećmi. Odniosłem wrażenie, że do Florencji należy przyjechać bez dzieci, ze swoją drugą połówką, tak aby niespiesznie móc smakować, wąchać, obserwować to tętniące życiem miasto. Zwiedzanie (nawet “po łebkach”) tego miasta z wózkiem to delikatnie mówiąc wyzwanie – ruch samochodowy odbywa się tam nawet w ścisłym centrum. To punkt na mojej mapie, który na pewno “zaliczę” na stare lata 😉

Volterra:

Volterra – położona nieopodal San Gimignano ma trochę inny charakter niż to drugie. Słynie przede wszystkim z wyrobów z alabastru, który był tu produkowany i obrabiany już w czasach etruskich. Jest to miasto o wielu zabytkach i wielowiekowej historii sięgającej czasów etruskich i rzymskich. Moim zdaniem tu bardziej czuć ducha przeszłości niż w sąsiednim San Gimignano. Z obrzeży Volterry rozciąga się imponujący widok na winnice, liczne agroturystyki i kępy cyprysów. Na pewno miasto warte odwiedzenia.

Cortona:

Cortona – To kolejne bardzo ciekawe miasto. Jest położone na wysokim wzgórzu, widać je z daleka jak góruje nad okolicą. Aby wejść do centrum trzeba się trochę namęczyć, ale klimat miasteczka rekompensuje ten trud.

Certaldo:

Znane jest głównie z tego, że urodził się tam Giovanni Boccaccio – pisarz włoski znany zwłaszcza ze swego dzieła Dekameron. Samo miasto wyróżnia się brakiem głównego, centralnego placu. W miejscu gdzie powinien być plac biegnie główna ulica, znana wszystkim jako via Boccaccio. Przy niej znajduje się kościół, Palazzo Pretorio oraz Logge del Mercato. Certaldo zapamiętam po pierwsze z uwagi na klimat a po drugie z uwagi na widok, który się z niego rozpościera – panoramę, którą można by fotografować bez końca. Warto tam odwiedzić tawernę  L’Antica Fonte w której mieliśmy okazję jeść, należy jednak pamiętać o sjeście, podczas której będzie ona zamknięta 🙂 Z tawerny rozciąga się imponujący widok na okolicę.

Piza:

Piza – znana z tak zwanego Pola Cudów. To na tym polu znajdują się wpisane na światową listę Unesco w tym słynna Krzywa Wieża, która stała się ikoną Włoch. Szczerze mówiąc z uwagi na dość napięty grafik odwiedziłem tylko to miejsce. W godzinach szczytu należy się tam spodziewać tłumu turystów – polecam więc odwiedzić je jak najwcześniej.

Agriturismo Baccoleno:

Agriturismo Baccoleno – jedno z najbardziej fotogenicznych i malowniczo położonych agroturystyk. Najciekawiej prezentuje się o zachodzie słońca:

Pitigliano:

Miasto nazywane „Małym Jeruzalem” z uwagi na wielowiekową zgodę żyjących w nim żydów i chrzecijan. Położone na skale, otoczone trzema wąwozami. W mieście znajduje się wiele wartych zobaczenia zabytków. Warte odwiedzenia choćby z uwagi na swoje położenie.

Agriturismo Poggio Covili:

Do tej agroturystyki prowadzi chyba najdłuższa w lini prostej aleja cyprysowa, którą widziałem w Toskanii. Bardzo malownicze miejsce – ciekawie wygląda zarówno o wschodzie, jak i o zachodzie słońca.

Lukka

Przeglądając przewodniki można natknąć się na informację, że Lukka to najpiękniejsze miasto Toskanii. Jest z pewnością mniejsze niż Siena czy Florencja, co za tym idzie bardziej kameralne, przez co można je zwiedzić w jeden dzień. Lukka najbardziej znana jest z centralnego placu – tzw Piazza Anfiteatro. Plac ten powstał na terenie dawnego rzymskiego amfitearu – z czasem, kiedy popadł w ruinę wybudowano na nim mieszkalne kamienice.

 

Mam nadzieję, że powyższe zdjęcia przekonają Was do tego aby odwiedzić Toskanię. Większość tych fotografii została wykonana o świcie - to wymusza na nas wstawanie nieraz o 3 nad ranem. Dla wielu będzie to trudne biorąc pod uwagę fakt, że chianti w tamtym regionie smakuje wybornie, szczególnie wieczorami :) Ale moim zdaniem dla takich widoków, tego niesamowitego nocnego klimatu średniowiecznych miasteczek, zapachu mokrej trawy i ziemi warto wstać o 3 rano a wieczorem wypić mniej chianti. Dzięki temu - jeżeli podróżuje się własnym samochodem można przywieźć go więcej do Polski ;) Powyższe fotografie pochodzą z lat 2016, 2017 i 2019. Aby je wykonać zarywałem praktycznie każdą noc a i w dzień nie rozstawałem się z aparatem. Łącznie (licząc również trasę dojazdową z Rzeszowa) będąc tam 3 krotnie pokonałem jakieś 14.000 km i mam wrażenie, że ten wynik za jakiś czas się jeszcze poprawi.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑